| IX
Międzynarodowy Zjazd Spotkań Małżeńskich Opole 2001
W gmachu Wyższego
Seminarium Duchownego w Opolu w dniach od 14 do 16 września odbywał
się IX Międzynarodowy Zjazd Animatorów Spotkań Małżeńskich. Gości
z Łotwy, Litwy, Mołdawii, Rosji, Ukrainy i kilkunastu ośrodków w
kraju powitali gospodarze Teresa i Tomasz Jurosowie oraz odpowiedzialni
za rekolekcje w Europie Środkowowschodniej Irena i Jerzy Grzybowscy.
Hasłem tegorocznego zjazdu są słowa wyjęte z 1 Listu św. Pawła
Apostoła do Tesaloniczan (5, 11) "...zachęcajcie się wzajemnie
i budujcie jedni drugich, jak to już zresztą czynicie." Mszy
świętej otwierającej zjazd przewodniczył ks. abp Alfons Nossol nakreślając
w homilii małżonkom horyzonty chrześcijańskiej miłości przenikniętej
"wywyższonym" Krzyżem Jezusa Chrystusa.
Zjazdowi,
w którym uczestniczyło ponad 200 osób, towarzyszyły seminaria i
praca warsztatowa. Przygotowano również okolicznościową wystawę
fotograficzną przedstawiającą pracę na rzecz małżeństw i narzeczonych
w poszczególnych ośrodkach.
Zjazd
zakończył się w niedziele Mszą św. o godz. 12.oo, której przewodniczył
ks. bp Jan Kopiec. W homilii Ksiądz
Biskup odnosząc się do ewangelicznych przypowieści mówił o ciągłej
potrzebie szukania drogocennego skarbu i drogi do Boga. Wyraził
w imieniu Kościoła wdzięczność dla animatorów spotkań Małżeńskich
z trud podejmowanego dzieła i wielkie zaangażowanie na które jest
nieście także dla świeckich. Na koniec zaapelował do małżonków,
by posiadanego szczęścia i radości małżeńskiej nie zatrzymali dla
siebie, lecz podzielili się z innymi. Parafrazując słowa Ewangelii
polecił: "idźcie i głoście światu radość żeście odnaleźli,
pogłębili i umocnili skarb, który jest wam dany..., głoście na dachach,
głoście wszędzie zranionemu światu szczęście...".
Homilia ks. arcybiskupa Alfonsa Nossola
wygłoszona podczas Mszy św. odprawionej na rozpoczęcie zjazdu.
(tekst nieautoryzowany)
Dialog
w rzeczywistości Krzyża.
Drodzy
bracia, drogie Siostry,
by
Bóg wysłuchał naszych błagalnych życzeń, by przyjął nasze dziękczynienie
i by przez Spotkania Małżeńskie wciągnął nas w dialog zbawienia,
na którym opiera się pokój, prawda, dobroć i miłość.
Drodzy
siostry i bracia. Ukochani współuczestnicy w Chrystusowym, służebnym
kapłaństwie; wy, drodzy animatorzy Spotkań Małżeńskich; wszyscy
małżonkowie, którzy macie się zbawić przez małżeństwo i rodzinę.
Można
by powiedzieć zwykły przypadek, że znaleźliście się tutaj, dzisiaj,
na terenie diecezji opolskiej, przyjeżdżając z całego kraju, ale
też z naszych bratnich, sąsiednich krajów, ze Wschodu i północnego
Wschodu. To przecież wielki dzień dla naszego Kościoła lokalnego,
święto patronalne, bo nasza katedra jest matką wszystkich świątyń
Bożych na terenie diecezji opolskiej, stoi pod wezwaniem Podwyższenia
Krzyża Świętego.
Witam
Was w sposób szczególny na tej diecezjalnej uroczystości patronalnej.
Chcąc, czy nie chcąc, wasze tegoroczne spotkanie stoi pod znakiem
krzyża, wprawdzie Krzyża Świętego i podwyższonego. Obojętnie, jakie
przydawki czy przymiotniki zastosowalibyśmy do krzyża, krzyż pozostaje
krzyżem. Przypadki to swoista logika Boga, u którego nie ma przypadków.
Dlatego dobrze, że to wasze spotkanie - zagłębianie się w teologię
i pastoralne pogłębienie dialogów małżeńskich - jest usytuowane,
tym razem, pod tym świętym znakiem naszego życia, naszego zbawienia,
znakiem, który jest u fundamentu każdej autentycznej, chrześcijańskiej
wspólnoty. Jest i druga okoliczność: smutna sytuacja ogólnoświatowa.
Człowieka bardzo łatwo zranić. Choćby nie wiem jak się zabezpieczał,
asekurował technicznie przy pomocy najnowszych wynalazków - żadna
strategia techniczna, elektroniczna czy komputerowa nie pomoże.
Każdego człowieka, jak długo jest człowiekiem, można zranić. Dlatego
najlepiej, od razu tak ukształtować swoje życie, by je oprzeć na
krzyżu. Oczywiście dzisiaj, w dniu ogólnopolskiej i ogólnoświatowej
solidarności z ofiarami i z rodzinami ofiar tragicznego, terrorystycznego
zamachu na ludzką wolność i godność oraz pokój na świecie, wasze
rozważania i modlitewne spotkania zyskują niezwykłą aktualność.
Zacznijmy
od tej pierwszej okoliczności - od tajemnicy światłości Chrystusowego
krzyża. Simone Weil stwierdziła kiedyś: Niebo, które zstąpiło na
ziemię, podnosi z kolei ziemię ku niebu". Zstępującym na ziemię,
na ziemski padół, niebem jest sam Jezus Chrystus, posłany przez
swojego Ojca, by świat uratować, a nie osądzać. Sam Bóg przyszedł
w Nim do nas. To, co On czyni, czyni Bóg; czego On doznaje i wycierpieć
musi, staje się cierpieniem samego Boga. Bóg wiąże siebie przez
swojego Syna z naszym ludzkim istnieniem, z naszym człowieczeństwem.
Posyła do nas niebo, aby ziemia została podniesiona ku niebu. Ale
pośrodku, pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami, stoi krzyż krzyż jako
absolutna nieodzowność. Wspomniana autorka, filozof i poetka, przekonuje,
iż krzyż został uplasowany jako równowaga, jako dźwignia, jako nieodzowny
warunek naszego wzniesienia się ku niebu. Bądźmy konsekwentni w
realizmie wiary chrześcijańskiej, która opiera się na odwiecznym
Słowie, które stało się ciałem. Bóg na krzyżu to rozsadzenie wszystkich
form, wszystkich znanych nam kształtów codziennej rzeczywistości
naszej wiary. Naprawdę chodzi o tajemnicę dobrowolnego zstąpienia
do głębin ziemskiego uniżenia, a równocześnie ubóstwienia, czyli
ponownego uniesienia człowieka, podwyższenia go ku wszechmocy Bożej
wspaniałości. Chociaż krzyż, o którym śpiewamy, że w nim cierpienie,
to równocześnie też zbawienie i miłości nauka. Ten krzyż przekonuje
nas jednoznacznie, jak bardzo Bóg musi cenić człowieka, jak wartościowi
jesteśmy dla Boga, który został wywyższony na krzyżu ze względu
na nas, ze względu na nasze zbawienie". Człowiek jest tęsknotą
Boga, a przenośnikiem, przewodem, gdzie ta tęsknota, na co dzień
się realizuje, jest nie, co innego, jak właśnie miłość miłość,
na której się opiera, którą tworzy, którą konstytuuje.
Małżeństwo
i rodzina. Spotkania Małżeńskie. Miałem ostatnio w ręku książkę
mojego przyjaciela z Augsburga, tamtejszego teologa, moralisty,
etyka socjalnego, znanego bardzo dobrze państwu Jurosom, bo to nasz
wspólny przyjaciel waszego wujka Helmuta z Warszawy. Autorem książki
jest ksiądz Joachim Pieksa, a jej tytuł Małżeństwo jako wspólnota
miłości, a rodzina jako Kościół domowy" (Augsburg 2001). Właśnie
miłość ta sama miłość, której nauką dla nas jest krzyż, stanowiący
ołtarz najwyższej miłości. Zarówno małżeństwo, jak też każda rodzina
jest zakotwiczona w krzyżu naszym znaku zbawienia, zakotwiczona.
Jako małżonkowie, jako ci, którzy tworzycie Kościół domowy, rodzinę,
jesteście wprost przybici do Chrystusowego krzyża. W dialogu małżeńskim
i rodzinnym chodzi o to, w jaki sposób wspólnie interpretować to
przybicie do Chrystusowego krzyża, by stało się tajemnicą wywyższonego,
podwyższonego krzyża. Chodzi tu o autentyczny dialog, bo całe zbawienie
przychodzące do nas przez krzyż, cała historia zbawienia, jest właściwie
dialogiem miłości. Miłości bez krzyża nie sposób sobie wyobrazić.
Jeden
z zachodnich uczonych lat 40. powiedział: łacińskie słowo amare
znaczy kochać. Ale przysłówek amarus, amare znaczy również gorzko,
a jako czasownik amare - kochać gorzko. Amare, amare, któż statecznie
jest w stanie je rozdzielić i właściwie rozpoznać. To może nam się
udać tylko w oparciu o tajemnicę Chrystusowego krzyża, o blask płynący
z tej tajemnicy. Wszystkie dialogi oparte na krzyżu, zwłaszcza
każda miłość, która jest najwyższą formą dialogu, opierają się na
tajemnicy ludzkiej osobowości, a ludzka osoba ma strukturę dialogową.
Sprowadza się ostatecznie do tego, co widzimy tutaj na tym szczególnym
znaku naszego kościoła seminaryjno-uniwersyteckiego. Tajemnicy Krzyża
nie wolno rozumieć abstrakcyjnie, w oderwaniu od zmartwychwstania.
Krzyż jest ostatecznie drogowskazem ku zmartwychwstaniu Krzyż
ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana. Oderwany od Krzyża Chrystus
unosi się z powrotem ku Ojcu, który Go posłał w tajemnicy Krzyża
do nas, by nas nauczyć miłości - małżeńskiej, rodzinnej. Ubi cantas
et amor, ibi Deus est. Cańtas et amor - ta miłość, obecna w małżeństwie
i w rodzinie, musi być swoistego rodzaju dialogiem - ciągłym odrywaniem
się od krzyża i znakiem wyjątkowej grawitacji nieba, która stanowi
tajemnicę wiary chrześcijańskiej, czyli przyciągania nas przez niebo.
Bo małżeństwo jako wspólnota miłości i rodzina jako Kościół domowy,
musi być włączony w ten dialog zbawienia, zbawczą akcję ciągłego,
codziennego łączenia nieba z ziemią. Jeżeli to zniknie we wspólnocie
małżeńskiej - dialog ziemi z niebem - wtedy trudno mówić o autentycznej
wspólnocie opartej na dialogu, wyrażonym w tajemnicy Krzyża zmartwychwstałego
Zbawiciela. Uczycie się, uczycie też innych, w oparciu o tajemnicę
miłości integralnie pojętej, rzeczywiście dialogować. Owszem, trzeba
powiedzieć, iż nasza silna, mocna wola - nie chcę powiedzieć męska
wola", bo ona może czasem być znacznie słabsza od woli kobiecej
- ale nasza człowiecza silna wola może naprawdę bardzo wiele. Tylko
miłość może wszystko, zwłaszcza gdy jest oparta na nauce płynącej
z blasku i światłości, z tajemnicy Podwyższonego Krzyża.
Przejdźmy do tej trzeciego aspektu naszego spotkania - tragicznej
sytuacji ogólnoświatowej. Terroryzm, którego celem jest destrukcja,
a nawet samodestrukcja, pozostawia po sobie zgliszcza i spaloną
ziemię. Terroryzm opiera się na braku miłości, na braku dialogu,
na braku skorelowania ja" z ty", czy to w aspekcie indywidualnym,
czy społecznym. U podstaw jest tylko nienawiść. Nienawiści nie sposób
zwyciężyć inaczej, jak tylko przez miłość - przez tę najwyższą,
najszlachetniejszą, najbardziej dynamiczną formę dialogu. Dialog
jest językiem macierzystym ludzkości; jest zawsze drogą do człowieka,
wokół którego skupia się Wszystko. Cała historia zbawienia jest
właśnie dialogiem zbawczym człowieka - człowieka, do którego prowadzą
wszystkie drogi Kościoła, jak powiedział Ojciec Święty w swojej
inauguracyjnej encyklice o odkupicielu człowieka Redemptor hominis".
Człowiek jest pierwszą i podstawową drogą, i to nie obraz człowieka,
nie idea człowieka, ale człowiek konkretny, realny, historyczny,
każdy z nas.
Dialog
jest bardzo potrzebny naszemu światu. Dialog wysublimowany, dialog,
którego wciąż musimy się uczyć. Nie jest on łaską wlaną, jest umiejętnością
zapoczątkowaną - wprawdzie w tym zapoczątkowaniu daną, ale też zadaną.
Kto jak kto, ale małżeństwa chrześcijańskie jako wspólnoty miłości,
rodziny chrześcijańskie jako Kościoły domowe, zwłaszcza dzisiaj
powinny spotęgować swój dynamizm dialogu, by udzielił się światu,
byśmy mogli rozszyfrować terrorystyczną nienawiść, przezwyciężyć
ją i ocalić pokój w świecie. Po raz pierwszy po drugiej wojnie światowej
jest on znowu zagrożony. Rodziny, które najbardziej są zaprawione
do dialogu, małżeństwa, które bez dialogu samą sakramentalną siłą
nie ujadą", bo Bóg musiałby ciągle stwarzać dla nas cuda.
Na takie cuda nie ma czasu. On nam daje umiejętność, daje łaskę,
rozlewa ją w naszych sercach przez Ducha Świętego. A resztę musimy
już my czynić. Forma tego czynienia, tej realizacji, poprzez dialog,
to wasza formacja, określana Spotkaniami Małżeńskimi.
Dzisiejsza
uroczystość, odbywająca się w tragicznej sytuacji historycznej,
chcą nas na nowo pobudzić do refleksji, a was umocnić, ukierunkować
właściwie do wewnątrz. Wasze dialogi małżeńskie to autentyczna odnowa
i przemiana, które nigdy nie przyjdą od zewnątrz, nie przyjdą z
góry, nie przyjdą z dołu, ale realizują się wewnątrz. Do tego jest
potrzebna potęga i moc łaski miłości, która wciąż do nas spływa
przez ołtarz najwyższej miłości, przez Krzyż wywyższony.
Niech
wasze dialogi małżeńskie, niech wasz dialog miłości przyczyni się
do tego, by ocalić wielką ludzką godność, wolność, której najwyższym
owocem jest miłość i by ocalić pokój nas wszystkich, pokój całego
świata.
Chryste,
który zostałeś wywyższony na krzyżu, żeby nas pociągnąć ku sobie,
naucz nas tego dialogu miłości, który jest zakotwiczony w znaku
Bożego zbawienia przez Ciebie, urzeczywistnianego na co dzień. Chryste,
spraw byśmy się odrywali od krzyża i byli porywani potęgą tej miłości,
której miarą jest miłość bez miary - bo Ty sam nią jesteś. Porwij
nas ku tajemniczej mocy Twojego zmartwychwstania i uczyń z nas,
jako małżeństwa, jako rodziny, zaczyn nowego odrodzenia i nowego
głębszego zwrócenia się ku Tobie, jako naszemu osobistemu Zbawicielowi
- Pojednaniu i Odkupicielowi świata całego. Amen.
Homilia ks. biskupa Jana Kopca wygłoszona
podczas Mszy św. odprawionej na zakończenie zjazdu.
(tekst nieautoryzowany)
Drodzy
współbracia w kapłańskim posługiwaniu, drodzy zgromadzeni na tej
eucharystii!
Liturgia dzisiejszej niedzieli wprowadza nas, nie po raz pierwszy
zresztą, w niezwykły wymiar relacji między Bogiem i człowiekiem.
Miedzy tym szczególnym napięciem jakie się w nas tworzy, pomiędzy
powołaniem do doskonałości, do dobra, piękna, prawdy i tym, co ściąga
nas niezwykle w dół ku przeciętności, ku niekiedy trwaniu w błędzie.
To napięcie, które każdy z nas przeżywa jest oczywiście drogą do
okazania tej niezwykłej siły i mocy, jaką powinna w nas dawać bliskość
Chrystusa, przekonanie o jego prawdziwej nauce i równocześnie o
wartości tego, że rzeczywiście warto tą drogą, którą nam Zbawiciel
wskazuje kroczyć mimo tych wszystkich trudności, które przeżywamy.
Jako chrześcijanie od tylu wieków jesteśmy ciągle świadomi tego
naszego wyjątkowego miejsca w świecie gdzie stajemy, jako znak sprzeciwu,
przeciwko temu, co proponuje tak zwany świat, a więc to wszystko
co jest z daleka od Boga, a bardzo często przeciwne Jemu. Jesteśmy
znakiem tych wielkich możliwości, jakie jednak przecież w naszej
naturze się zawierają dzięki przymierzu, jakie z Bogiem zawieramy.
Jest to ciągle kierujące się w naszą stronę wyzwanie i oczekiwanie
na ile potrafimy to wyzwanie podjąć.
Tym wyzwaniem, co dzisiejsza wspaniała liturgia nam uświadamia na
nowo, jest ciągle wierność dla pewnych zobowiązań i dla pewnych
wartości, które najpierw musimy umysłem dobrze przyjąć, by potem
formować także i swoje wnętrze, swoją wolę i umiłowanie spraw najważniejszych
w naszym życiu. Ewangelia przenosi nas w ten dialog, który jest
tak pięknym wzorcowym dialogiem, który oczywiście jako najwyższy
szczyt jest dla nas ciągle w pewnym sensie niedościgły.
Grzech człowieka, słabość człowieka bardzo często oddalenia od skarbu,
który w sercu powinniśmy nosić i przychodzący Pan, który kieruje,
który mobilizuje, który równocześnie ciągle na nowo drogi nam...
nie tylko że oczyszcza także i przybliża. Te urocze przypowieści,
które Pan Jezus swoim współwyznawcom wtedy dawał, słuchający Go
chętnym to tego, aby przyjąć nową objawioną naukę - to znak tego
miłosiernego poruszania się Boga wśród nas. Ileż bowiem trzeba głębokiej,
wewnętrznej ciszy, ale także i uporządkowania aby zrozumieć, co
to znaczy znaleźć zagubioną drachmę, zagubioną perłę, utracony skarb,
który jakkolwiek byśmy określili będzie zawsze skarbem. Ileż trzeba
tkliwości w człowieku, aby pochylić się nad wartością, której właśnie
świat dać nie może ale wartości, która dopiero w świetle Bożej Prawdy,
Bożej Łaski ujawnia się w sposób szczególny. Tych przypowieści posiadamy
bardzo wiele, by nas wzmocniły i by nam dały jeszcze bardziej zdecydowane
przekonanie, że taką drogą trzeba pójść. Aż do tej przypowieści,
może najbardziej wzruszającej, o synu marnotrawnym, gdzie my byśmy
dawno przekreślili kogoś, kto zdradził, kto zniszczył tyle wypracowanych
wartości - a jednak Bóg potrafi zupełnie nas zaskoczyć, pokazując,
że inna jest logika miłości i wartości człowieka jako Bożego stworzenia.
Z tym, nie ukrywamy, stajemy wobec Boga bardzo często, na różnych
płaszczyznach i na różnych odcinkach naszego życia kierowanego przecież
rozumem i pewnymi określonymi zasadami. Jedną z tych jest ta wielka
prawda, którą tutaj zgłębialiście przez ubiegły czas, w sposób niezwykle
głęboki, ale przede wszystkim pełen odpowiedzialności. - za wartości
nie przemijające, co do których wątpliwości absolutnie być nie może.
Może właśnie płaszczyzna tego co reprezentujecie tutaj, a więc dobra
małżeństwa, w dalszej perspektywie dobra rodziny i jeszcze w dalszej
perspektywie dobra całego społeczeństwa, ujawnia się w sposób niezwykle
wyraźny i jakże bardzo dzisiaj potrzebny.
Objawienie Boga jest objawieniem w dialogu, w rozmowie, w przytaczaniu
różnego rodzaju racji. Objawienie Boga dochodzi do nas w sposób
najgłębszy, poprzez ujawnianie racji, jakie ma Bóg i oczekiwania
żeby człowiek te racje przyjął, zgłębił i według nich kształtował
już dalsze swoje życie. Nam się wydawało i myślę, że dzisiejszy
kryzys społeczeństwa, biorąc ogólnie, polega na tym, że wartości,
któreśmy uznawali za zupełnie oczywiste dzisiaj są poddawane wyjątkowemu,
trudnemu egzaminowi. I nie tylko dla wierności, ale także dla uznania
ich nieodzowności.
Wydawało nam się, że są pewne dziedziny, które są tak oczywiste
w swoim dobru, w swoim jednoznacznym określeniu, że właściwie nigdy
kryzys tego nie dotknie. Okazuje się, że tak nie jest, że można
być wychowywanym, kształtowanym przez wieki w społecznych strukturach,
w pewnym określonym nurcie i można potem oglądać niestety rozłamanie
tego, co było podstawą całego życia i społecznego i rodzinnego oraz
moralnego. Myślę, że te dziedziny dzisiaj zwłaszcza w tym, co
najogólniej nazywamy problematyką małżeństwa, rodziny, że to jest
wam na tyle dobrze znane, by dzisiaj z pokorą pochylić się i również
zrozumieć, co to znaczy to wezwanie ustawiczne Pana by się pochylać
nad skarbem, by go zrozumieć i by go poszukiwać, a znajdując przyjąć
jako wartość najbardziej oczywistą i obiektywną.
Kościół od początku swego posługiwania dawał do zrozumienia, że
wszystko cokolwiek dzieje się dzięki dobremu Bogu, że to wszystko
jest oparte o bardzo naturalną drogę, z których najważniejszą jest
na pewno ta struktura, mówiąc bardziej uczenie - rodziny i małżeństwa.
Struktura która wychodzi z najbardziej obiektywnego, ale przecież
tak bardzo sięgającego głębi ludzkiego serca odniesienia. To przecież
w tych warunkach nie tylko realizuje się wielkie posłannictwo człowieka
każdego, ale równocześnie jest to gwarancja także wzrastania społeczeństwa
poprzez formowanie następnych pokoleń.
Ta płaszczyzna jest tak delikatna, że zranić ją można bardzo łatwo
i czasy dzisiejsze są niestety tego potwierdzeniem, może wyjątkowo
negatywnym i brutalnym. Ale pokazują niestety nasze czasy
jak można bardzo łatwo zejść z tej właściwej drogi, którą Stwórca
wyznaczył, a Zbawiciel umocnił. Tym bardziej więc trzeba ogromnej
uczciwości i wychowywania do ogromnej delikatności, aby to jak najbardziej
zrozumieć.
Jest to Eucharystia, która ma podsumować z pełną wdzięcznością wysiłek,
jaki podejmowaliście tutaj w tym minionym czasie razem z duszpasterzami,
razem z tymi, którzy w oparciu o kapłaństwo Chrystusowe wchodzą
również w to pole odpowiedzialności za zdrowie moralne i za szczęście
każdego człowieka zwłaszcza w Jezusie Chrystusie.
Mamy podstawy do tego, aby czuć ogromną satysfakcję z tego, że Chrystus
tyle poświęcił uwagi temu najbardziej delikatnemu człowieczemu odniesieniu.
Mamy poczucie pełnej dumy, powiedzmy to sobie bardzo jasno i otwarcie,
że wskazał nam drogę wyjątkową, precyzyjną, chociaż drogę bardzo
wielkich wymagań dotyczącą. Nie ukrywał przed nami trudów, wysiłków
i potrzeby tej ogromnej wewnętrznej dyscypliny, która musi być oparta
o siłę charakteru i moc swoich przekonań, ale równocześnie pokazał
nam, że tylko tą drogą człowiek rozwija się i dochodzi do pewnych
wyżyn, które nazywamy doskonałością i świętością. Bo taka jest droga,
taki jest kierunek i tego nie tylko, że nie należy się wstydzić
ale to należy uczynić swoją zasadą życia i zgłębiania całej rzeczywistości,
w której tkwimy i której cząstką jesteśmy.
Jest to myślę moi drodzy tutaj zebrani, że nam tego dzisiaj w sposób
szczególny potrzeba. W świetle ciągle podsuwanych relatywistycznych
ocen, opinii, także dotyczących niestety małżeństwa i rodziny i
celu człowieka i tych ostatecznych ram, reguł, jakimi człowiek się
powinien posługiwać i którymi powinien kroczyć po tym świecie -
nam tym bardziej potrzeba oparcia się o to mocne fundamentalne zakotwiczenie
się w Jezusie Chrystusie.
Słuchając dzisiaj zarówno tej prezentacji na początku mszy świętej
z ilu ośrodków przybyliście i z jakich krajów tutaj przybyliście,
możemy odczuwać niezwykła wdzięczność dla Boga, że jest to znak
tęsknoty za tym, co jest rzeczywiście najbardziej dotykające głębi
ludzkiego serca. I to jest powód do radości i za to Kościół Święty
wyraża i wam i wszystkim, którzy na świecie w tej dziedzinie są
zaangażowani, niezwykle głęboki szacunek i podziękowanie za ten
wysiłek, jaki podejmujecie i którym także chcecie promieniować potem
w swoim własnym środowisku. Tego nam dzisiaj najbardziej potrzeba
umiejętnego zaangażowania się, jak owa niewiasta, która szuka
zagubionej drachmy i potem cieszy się i nie chowa tego dla siebie,
nie chowa tego jako tajemnicy tylko dzieli się tą radością, że znalazła
utracony skarb, który przecież mógł zachwiać jej życiem.
To samo jest moi drodzy apelem skierowanym do was, abyście się tą
radością potrafili się dzielić z innymi, nie zachowują tylko tego
dla siebie wyjątkowo. Owszem sami musicie się tym budować, sami
musicie na tym teraz dalej wznosić gmach własnego szczęścia, ale
przede wszystkim z ta myślą by inni mogli w tym samym szczęściu
się także bardzo mocno zakotwiczyć i umocnić.
To jest zadanie i to jest równocześnie jakby konsekwencja poczucia
odpowiedzialności za pomyślność naszego pokolenia, ale także za
pomyślność tych wszystkich, którzy może zbłąkani, może zranieni,
może niekiedy w swoim egoizmie zamknięci, nie potrafią wyjść na
zewnątrz swoich własnych ograniczeń. Stąd więc jak owa niewiasta
idźcie i głoście światłość i życie żeście znaleźli, pogłębili i
umocnili ten skarb, który jest wam dany dzięki tym możliwościom,
jakie w tych warunkach mieliście i które wam umożliwiały pogłębienie
własnej świadomości wielkiego skarbu, jaki macie i którym powinniście
żyć. To jest także i prośba, jaką kościół do was kieruje, o czym
była mowa tutaj, na waszych spotkaniach niech będzie, używając ewangelicznego
określenia głośno na dachach, głośno wszędzie".
I dzisiejszemu światu, tak zranionemu miejmy odwagę głośno mówić:
myśmy odnaleźli ten właściwy skarb, którego już nigdy nie pozwolimy
zamknąć gdzieś tam, jako tylko znaku przeszłości. My nim żyjemy,
my go głosimy, my go proponujemy i my będziemy podejmować wszystkie
wysiłki, aby inni mogli w tym szczęściu również uczestniczyć.
Za to wszystko jesteśmy wam ogromnie wdzięczni, a ta Eucharystia
niech będzie wzniesieniem naszych modlitw, naszych umysłów i serc
ku dobremu Bogu, byśmy czuli ogromną rolę i rangę tego wszystkiego,
co stało się naszym udziałem.
I niech to będzie także naszym wkładem w budowanie świata bardziej
radosnego, bardziej uśmiechniętego i bardziej jeszcze świata wartościowego
dla wszystkich, którzy z nami, którzy po nas ten świat będą tworzyli
i dobremu Bogu niech będą dzięki. Amen.
|